Ja swój pierwszy mandacik wspominam podwójnie nie miło...
Parking pod Gołębiewskim w Mikołajkach, zima, dużo sniegu, pajac swoim avensisem stanął odwrotnie niż wszyscy przy moim prawym boku... Jadę, drugi rząd zaraz za mną, lookam w lusterka, koniec, no to na pewniaka, troszku więcej gazu, bo ledwo wyjechałem, a tu nagle na końcu rzędu, schowany na 1m za innym autem... civic v gen w coupe... Jebut go lewym nadkołem. Wychodzę, masakra, gościu nie miał pół zderzaka dosłownie

Ja oczywiście w ojcowym byłym golfie II. Koleś był w aucie, to myślałem że się dogadamy... Ta, podogadywane, największa piz*a jaką spotkałem kiedykolwiek, że nie, że dzwonimy itp. To ja mu: Dobra dzwoń, nie tyle Ci współczuje że Ci rozwaliłem, co sobie że chcę takiego kupić

300 pln bez punktów kosztowała mnie ta przygoda, a na golfie oczywiście delikatna ryska, której widać praktycznie nie było...

Tak to jest jak jeszcze słabe umiejętności łączą się w parze z ujowymi warunkami i idiotami w rodzinnych avensisach

Pozdro!